wwb blog

Twój nowy blog

George Arbid* pokazał, co znaczy fascynacja czyjąś twórczością. Przez półtorej godziny opowiadał dzisiaj o Karolu Schayerze – polskim architekcie, który w latach 50. i 60. zmieniał libańską przestrzeń miejską i przy którego biurku sam obecnie pracuje.

Arbid zbierał materiały dotyczące Polaka i dokumentujące jego dorobek podczas kilku pracochłonnych wizyt w Polsce, zasięgając opinii jego zagranicznych współpracowników oraz nawiązując współpracę z córką architekta. Kilkadziesiąt projektów Schayera odnalazł zapomnianych i leżących pod dywanem w jego dawnym biurze. – Zbieranie informacji o Schayerze stało się dla mnie niejako projektem życiowym – przyznał badacz.

Do dziś Arbid stara się udowodnić, że autorem niektórych anonimowych projektów jest właśnie polski architekt. Rozpoznaje je po jego charakterystycznym stylu, asymetryczności czy… barierkach. Zbiera zrealizowane i niezrealizowane pomysły Schayera i prosi o pomoc wszystkich, którzy dysponują informacjami na temat jego pracy.

Jedyny budynek w Warszawie, który zaprojektował architekt, mieście się przy ulicy Frascati 4. Niestety budynek został drastycznie zmieniony. – Chciałbym prosić tych, którzy zajmują się renowacją nowoczesnej architektury, o chwilę zastanowienia i o wyobraźnię – apelował dzisiaj Arbid.

W czasie prezentacji prac Polaka badacz powiedział, że były to projekty ekstremalnie modernistyczne jak na tamte czasy. – Schayer nie był tylko teoretykiem, ale i świetnym budowniczym – zapewnił. Schayer tworzył głównie we współpracy z libańskimi specjalistami, ponieważ lokalne koneksje osadzały w tamtejszym świecie inżynieryjnym i pozwalały na wdrażanie pomysłów. Architekt wpłynął istotnie na rozwój architektury, mimo że nie był wykładowcą – ważną rolę odegrały nie tylko budynki jego autorstwa i współautorstwa, ale i wielokrotne zasiadanie w jury konkursów architektonicznych.

Jeśli będziecie w okolicach Placu Trzech Krzyży, skręćcie w ul. Frascati i zajrzyjcie pod nr 4. Zobaczcie, jak Polak wprowadzał modernizm do Libanu. Wystawę „Willa z widokiem na Bejrut” możecie oglądać do 31 października.

Magdalena Szaciłło

*George Arbid jest architektem, profesorem Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie, absolwentem Libańskiej Akademii Sztuk Pięknych w Bejrucie, doktorem Harvard University Graduate School of Design. Autor pracy „Practicing Modernism in Beirut: Architecture in Lebanon”, 1946–1970, od kilku lat pracuje nad książką na temat bejruckiej architektury Karola Schayera.

Wczorajsza sesja w Audytorium MSN stanowiła dopełnienie wystawy „PRL™. Eksport architektury i urbanistyki z Polski Ludowej”, którą od wczoraj można oglądać w warszawskim Muzeum Techniki. Gospodarzem spotkania był kurator ekspozycji, Łukasz Stanek.

Pierwszy wykład wygłosiła Michelle Provoost, historyczka architektury i kuratorka. Wystąpienie pt. „New towns on the Cold War frontier” rozpoczęła od wykazania, że te same rozwiązania architektoniczne odnaleźć możemy na całym świecie – bloki z holenderskiego Hoogvliet, którym zajmowała się Provoost w ramach projektu regeneracji miasta WiMBY!, mają swoje bliźniacze odpowiedniki w Australii czy Mongolii. Badaczka opowiedziała o wysiłkach CIA mających na celu
wpłynięcie na europejską sztukę i uchronienie jej przed
komunistycznymi wpływami, o wsparciu udzielanym twórcom działającym na „granicy” frontów zimnej wojny przez organizacje takie jak The Congress for Cultural Freedom i The Fourth Foundation i o tym, jak ową protekcję wykorzystał Constantinos A. Doxiadis.

Bezpośrednio Doxiadesa dotyczyło wystąpienie „Adventures on Baghdad: Constantinos A. Doxiadis, the Science of Ekistics and Cold War Politics”, wygłoszone przez M. Christine Boyer (profesor w Princeton University School of Architecture), która próbowała wyjaśnić, kto komu greckiego architekta zarekomendował do pracy w Bagdadzie i dlaczego. Boyer wnikliwie prześledziła karierę twórcy ekistyki, przyjrzała się jego dokonaniom i sformułowanej przez niego teorii. W odpowiedzi na pytania rozwinęła temat edukacji Doxiadesa, jego stylu kierowania pracą podwładnych, odniosła się również do tego, jak kreował własną legendę.

Pomiędzy Provoost a Boyer wystąpił Tadeusz Barucki, warszawski architekt i publicysta. Jego prezentacja „Polish dreams
implemented abroad” była swoistym przeglądem polskich nazwisk okresu PRL-u istotnych w zagranicznej architekturze. Barucki opowiedział między innymi o misjach
archeologiczno-konserwatorskich prowadzonych przez prof. Kazimierza Michałowskiego w Egipcie i w Algerii, o Uniwersytecie
w Bagdadzie, zaprojektowanym przez Lecha Robaczyński
ego, o meczecie, którego koncepcję stworzył Aleksander
Markiewicz
i o tym, jak w latach 50.-60. Polacy zajmowali czołowe miejsca w międzynarodowych konkursach architektonicznych.

Katarzyna Kaczmarek

Następna sesja, „Użycie i nadużycie przestrzeni publicznej. Przypadek Warszawy”, odbędzie się w tym samym miejscu w dniach 22-23 października. Więcej informacji:
http://warszawawbudowie.pl/index.php?news=sesja_uzycie_i_naduzycie_przestrzeni_publicznej

Wycieczki organizowane w ramach Warszawy w budowie pełnią niejednokrotnie rolę wehikułu czasu. W zeszłą niedzielę, 10 października, oglądaliśmy napisy wyryte na początku XX w. przez radzieckich żołnierzy na ścianach stołecznego Fortu Bema, wczoraj z kolei wybraliśmy się w przyszłość, by zobaczyć, jak będzie wyglądać nowa ikona miasta – Stadion Narodowy.

Na niedzielny spacer zabrał nas dr Paweł Brudek ze Stowarzyszenia Masław. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak strategiczny obiekt militarny zamienia się z upływem czasu w park, gdzie można nie tylko przejść się wśród drzew, ale także przepłynąć dawną fosę rowerem wodnym – żal tylko, że na terenie fortu brakuje tablic informacyjnych o jego historycznym przeznaczeniu. Po przejściu przez wały ci, którzy (w odróżnieniu od autorki relacji) ubrali się odpowiednio do okoliczności, weszli do ciemnej, niezabezpieczonej poterny i, co ważne, pomyślnie się z niej wydostali. Obejrzeliśmy również zabudowania Legii z lat 20. i 30., a także, po pokonaniu toru przeszkód na terenie budowy trasy S8, wojskowy elewator zbożowy na ulicy Kozielskiej, zaprojektowany przez Olimpa Starynkiewicza, brata Sokratesa.

Wczorajszą wyprawą na plac budowy Stadionu Narodowego zawiadowała Monika Komorowska, a oprowadzał nas Mariusz Rutz z pracowni JSK Architekci, która stworzyła projekt obiektu. Po obejrzeniu makiety w kaskach i kamizelkach ochronnych udaliśmy się na dolną promenadę, staliśmy na miejscu przyszłej murawy, zaglądaliśmy przez szyby do vipowskiej loży, chodziliśmy podziemną ulicą, którą m.in. dowożeni będą zawodnicy, a na koniec – przez górną promenadę – weszliśmy na koronę stadionu, skąd rozpościera się zapierający dech w piersiach widok. Mieliśmy również okazję dotknąć stalowych lin, które już w listopadzie zostaną napięte przez wyciągarki by, niczym szprychy w rowerze, utrzymać 60-metrową iglicę i – w przyszłości – dach stadionu.
Mariusz Rutz zaznaczył, że budynek ma żyć i być dostępny dla mieszkańców nie tylko z okazji wielkich wydarzeń sportowych. Między górną a dolną promenadą zaplanowano sporo miejsca na lokale gastronomiczne i handlowe, a nawet na fitness club; loże mogą pełnić funkcję sal konferencyjnych. Architekt zaznaczył kilkakrotnie, że EURO 2012 jest tylko pretekstem dla budowy obiektu widowiskowego, jakiego w Polsce jeszcze nie było, mogącego zgromadzić na koncertach i innych wydarzeniach kulturalnych nawet 75 tysięcy widzów, dysponującego niezbędną przy tego typu wydarzeniach infrastrukturą. Czy, zgodnie z życzeniem Rutza, Stadion Narodowy pokona Pałac Kultury i stanie się nowym symbolem Warszawy?

Katarzyna Kaczmarek

Zdjęcia z wycieczki „Warszawskie forty”:
http://www.artmuseum.pl/galleries.php?g=Warszawskie_forty&p=1&l=0&t=1

Zdjęcia z wycieczki na Stadion:
http://www.artmuseum.pl/galleries.php?g=wycieczka_Stadion&p=1&l=0&t=1

Muzeum Techniki w Pałacu Kultury i Nauki gości od wczoraj wystawę PRL™. Eksport architektury i urbanistyki z Polski Ludowej. Na wystawie można przyjrzeć się, jak wyglądały niektóre z projektów Polaków pracujących na kontraktach central handlu zagranicznego w Algierii, Ghanie, Iraku, Libii, Nigerii i Syrii.

Wystawę otworzył wczoraj jej kurator Łukasz Stanek (Instytut Teorii i Historii Architektury na Uniwersytecie Technicznym, ETH w Zurychu). Łukasz wygłosił również wykład, ukazujący temat w szerszej perspektywie. Zaznaczył na wstępie, że na wystawie nie są prezentowane prace specjalistów żyjących poza granicami Polski.

W czasie zimnej wojny Południe pełniło rolę architektonicznie eksperymentalną. Wyzwaniem dla Polaków był zwłaszcza ogromny przyrost liczby mieszkańców miast. Specjaliści wdrażając przesiąknięte europejskim doświadczeniem rozwiązania  pamiętali o tym, że znajdują się w innych realiach i muszą uwzględnić tamtejszy klimat, dostępne i powszechnie używane materiały oraz potrzeby społeczne ludności.

To nie koniec tego wielowątkowego tematu – już dzisiaj w Muzeum Sztuki Nowoczesnej odbędzie się sesja Socjalistyczna kompetencja. Postkolonialna urbanizacja i dystrybucja wiedzy w okresie zimnej wojny – między 18.00 a 21.10 przy ul. Pańskiej 3 wykłady wygłoszą: Łukasz Stanek, Michelle Provoost (historyczka architektury i kuratorka z Rotterdamu), Tadeusz Barucki (architekt i publicysta) oraz M. Christine Boyer (profesor na Princeton University School of Architecture w Nowym Jorku).

Wszystkich ciekawych tego, jak przenikają się kultury i struktury, zapraszamy do PKiN. Wystawa potrwa do 15 listopada 2010 r. Za jej projekt odpowiedzialna jest otoczona kultem grafików grupa Metaheaven. Na ekspozycję składa się 12 wielkoformatowych zeszytów, w których znajdują się przede wszystkim materiały z prywatnych archiwów.

Magdalena Szaciłło

Od przedwczoraj wiadomo, że Warszawa znalazła się wśród finalistów konkursu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 (jej konkurenci to Gdańsk, Katowice, Lublin i Wrocław). O konkursie, jego wynikach i o tym, czym powinny zająć się władze stolicy, dyskutowano wczoraj podczas Departamentu Propozycji.

Wojciech Kłosowski, ekspert samorządowy, który należał do szczecińskiej ekipy przygotowującej aplikację do konkursu, wziął na warsztat to, co powinno się zmienić w Warszawie. Wytknął włodarzom słabe zaangażowanie mieszkańców w powstawanie aplikacji  (szczecińskie pomysły na każdym etapie realizacji były znane mieszkańcom miasta i stawiały na inicjatywy obywatelskie).

Bogna  Świątkowska, szefowa fundacji Bęc Zmiana, która podczas pierwszej tury konkursy o tytuł ESK reprezentowała alternatywną kulturę warszawską, uważa, że aplikacja stolicy powstała w wyniku nasłuchiwania obywateli. – To że siedzimy tu, w muzeum(!), i dyskutujemy, znaczy, że mamy platformę do rozmów. Mamy instytucje, Komisję Dialogu Społecznego, mamy ponad tysiąc organizacji pozarządowych – wymieniała jednym tchem.

O swoich pomysłach opowiedziała również Katarzyna Klimkiewicz, prezes Stowarzyszenia Film 1,2. Zachęcała do podejmowania oddolnych inicjatyw: – Jeśli sami nie przedstawimy propozycji, nie możemy mieć pretensji, że ktoś o nas zapomniał.

Specjalista ds. ekonomiki miast i regionów, Adam Fularz, udowadniał, że ściąganie do miast klasy kreatywnej przekłada się na zyski finansowe.  Jego zdaniem w Warszawie nie ma wspólnej przestrzeni, która integrowałaby miasto. Brakuje alternatywnych klubów nocnych, a jedynym miejscem, gdzie ludzie się gromadzą czy protestują jest plac przed metrem. – Czy tak ma wyglądać przestrzeń kulturalna miasta, która ubiega się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury? – pytał.

Poruszono także temat hal kongresowo-widowiskowych i tego, czy powinny powstawać w Warszawie. Nie wszyscy byli skłonni uznać, że wielotysięczne wydarzenia integrują społeczność. Inni uważali, że jest to ciekawy przykład na integrację kultury z biznesem. Pojawił się także pomysł powołania Młodzieżowego Centrum Aktywności, które stanowiłoby inkubator pomysłów młodych ludzi, dawałoby narzędzia potrzebne do realizacji przeróżnych idei, byłoby przestrzenią do prezentacji talentów i projektów, do spotykania się z wybitnymi osobami.

Pomysłów na stolicę nie brakuje. W przyszły czwartek kolejny Departament – tym razem hasłem przewodnim będzie „Bazar”.

Magdalena Szaciłło

Na placu Teatralnym pojawi się milicyjna nysa. Po co?

Mateusz Pacewicz
2010-10-13, ostatnia aktualizacja 2010-10-14 13:56

Nysa będzie w środku miała z laptop, na którym każdy będzie mógł na nim wpisać dowolny komunikat. Usłyszymy go z umieszczonych na dachu megafonów – przeczyta je syntezator mowy Ivona

Projekt szczekaczki Ivony

MATERIAŁY ORGANIZATORÓW

To jeden z elementów akcji „Modyfikacje”, projektu realizowanego w ramach festiwalu Warszawa w Budowie. Oprócz nyski w najbliższy piątek pojawią się w Warszawie cztery inne PRL-owskie samochody przerobione na zaskakujące, interaktywne obiekty. Syrenka zamieni się w labirynt (pl. Konstytucji), a duży fiat – w ogródek z tujami (parking przed MSN-em). Jak twierdzi autorka projektu Gosia Lipińska, „będzie można schować się w krzaczkach”. Żuk i fiat 125p zostaną przerobione na skatepark z sześcioma profesjonalnymi rampami. Stanie przy pomniku Witosa na pl. Trzech Krzyży, w miejscu, które od 15 lat jest warszawskim punktem zbornym skaterów.

Autorami akcji są artyści z grupy PG13 stworzonej przez designera, wykładowcę ASP Tomka Rygalika. „Zmodyfikowane” przez nich pojazdy będą stały do końca października. Dlaczego nysy, syreny, żuki? Tomek Rygalik: – Zależało nam na tym, żeby wybrać pojazdy, które znaczą coś dla naszej rodzimej kultury, nie tylko motoryzacyjnej. Za młodu jeździłem z kumplami z zespołu koszykarskiego pożyczonym żukiem.

Paweł Kowalski, autor projektu skateparkowego: – Żuki kojarzą mi się z bazarkiem, wyładowywano z nich ogórki, świeżą marchewkę. „Malucha” miała kiedyś co druga rodzina. Patrzysz na taką furę i myślisz: „Kurczę, jest nostalgia”.

„Modyfikacje” to projekt z misją. Na plakacie samochody zaznaczone są na mapie Warszawy czerwonymi szpilkami. – Chcemy wbić w Warszawę pobudzające szpilki, ożywić miejsca martwe – tłumaczy Gosia Lipińska. – Żeby się działo.

Tomek Rygalik: – Głównym założeniem akcji jest pobudzanie do interakcji, do innego myślenia o mieście. Skatepark powstaje we współpracy ze skaterami. Poszliśmy pod pomnik Witosa i zapytaliśmy chłopaków, czego im brakuje, jakich ramp potrzebują itd. Chcemy zobaczyć, na ile warszawiacy doceniają takie rzeczy.

Inauguracja projektu ‚Modyfikacje’, organizowanego przez Stowarzyszenie Artanimacje, w wymienionych lokalizacjach w piątek 15 października o godz. 18, a następnie o godz. 20 impreza z tej okazji w Muzeum Sztuki Nowoczesnej przy ul. Pańskiej 3 (wstęp wolny). Samochody można oglądać na mieście do końca miesiąca.

Drugie śniadanie

Brak komentarzy

Podobnie jak 5 X, również w zeszły wtorek Kawiarnia Nowoczesna przyjęła pod swój dach (który jest również dachem MSN) wszystkich głodnych wiedzy o tym, jaki wpływ mogą wywierać mieszkańcy miasta na otaczającą ich przestrzeń. W drugim z organizowanych przez periodyk Res Publica Nowa „Śniadań wwb” wzięli udział Anna Brzezińska, dziennikarka
Życia Warszawy, i Robert Przepiórski, twórca grupy Citydoping i przewodnika po Warszawie o tej samej nazwie. Dyskusję moderowała Aleksandra Niżyńska. Goście zastanawiali się między innymi, czy i jak media mogą wspierać oddolne inicjatywy, czy biurokracja podcina skrzydła aktywistom i co zrobić, gdy mieszkańcy nie mają ochoty wpływać na swoje otoczenie. Robert Przepiórski opowiedział o tym, jak w ramach organizowanego przez niego festiwalu Street Art Doping włączono mieszkająch w pobliżu miejsca akcji Rondo Wolnego Tybetu w malowanie graffiti, Anna Brzezińska – o medialnej obronie warszawskich neonów.
Następne Śniadanie wwb we wtorek 26 października. O tym, jaka jest przyszłość demokracji miejskiej w architekturze Warszawy i czy prawo
do miasta oznacza współdecydowanie o otaczającej nas przestrzeni rozmawiać będą dr Mikołaj Madurowicz (Zakład Geografii Turyzmu i Rekreacji
UW), Dariusz Bartoszewicz (dziennikarz Gazety Stołecznej) i Kacper Pobłocki (moderator).

Katarzyna Kaczmarek

Szare bloki i pałac Kultury – to wciąż kojarzy się nam najbardziej z architekturą PRL. Trudno więc uwierzyć, że na świecie uznawana była za wysokiej klasy produkt eksportowy.
Warszawa w budowie 2: Wystawa Średnicowa

Tegoroczna edycja festiwalu „Warszawa w budowie” będzie miała kilku bohaterów. Jeden z nic…
więcej»

Warszawa w budowie 2: Konserwator kontratakuje

Jeśli macie chwilę czasu, to koniecznie zajrzyjcie na stację Warszawa – Powiśle. W przejśc…
więcej»

Warszawa w budowie 2: Miasto z innej perspektywy

Takiego festiwalu nie ma chyba żadne miasto na świecie. Bo też żadne inne nie jest w wiecz…
więcej»

Paryż? Nowy Jork? „Można dobrze być Warszawą”

- Niezaprojektowanie, pustka to siła Warszawy – mówi Joanna Mytkowska, dyrektor Muzeum Szt…
więcej»

W siermiężnej rzeczywistości PRL napis „Made in Poland” raczej nie kojarzył się dobrze. A już na pewno nie był znakiem wysokiej jakości. Nie inaczej było z architekturą – najpierw socrealizm, potem gomułkowskie normy i ciemne kuchnie, a na sam koniec wielka płyta. Takie były realia, w których przyszło tworzyć ówczesnym architektom i inżynierom. Rzadko mieli okazję wyjść poza schemat, a w skrajnych przypadkach groziło to nawet więzieniem. Za „kosmopolityczne odchylenie” w areszcie siedział Zbigniew Ihnatowicz, autor warszawskiego Cedetu (Smyka).

Architekci na wojnie

Podczas gdy nad Wisłą umacniano władzę ludu, świat nie stał w miejscu. Przeciwnie – zmieniał się w oczach. W Afryce dawne kolonie zmieniały się w niepodległe państwa, a na bliskim wschodzie petrodolary tworzyły nowe potęgi. Na sawannach i pustyniach wyrastały nowe metropolie – czasem na gruzach starych, czasem budowane od zera. Wszystkie potrzebowały urbanistów i architektów.

Te egzotyczne miejsca były jednym z frontów zimnej wojny – Stany Zjednoczone i Zachód oraz Związek Radziecki wraz z „bratnimi” państwami walczyły o wpływy w każdym z tych regionów, wysyłając tam – oprócz szpiegów – naukowców, inżynierów i architektów właśnie.

Autostrady, fabryki, porty, wreszcie osiedla, hotele, stadiony, a nawet całe miasta – to wszystko projektowali architekci z importu. Wśród nich rzesze Polaków, szukających szczęścia na zagranicznych kontraktach.

Od Bagdadu do Warszawy

Polska myśl techniczna kształtowała tak egzotyczne miejsca, jak Irak, Syria, Libia, Algieria, Ghana czy Iran. – Architekci, urbaniści i inżynierowie przywozili ze sobą zarówno tradycję polskiej architektury międzywojennej, jak i doświadczenie wielkich socjalistycznych budów, takich jak Warszawa lub Nowa Huta, rozwijając je w zastanych warunkach klimatycznych, kulturowych i technologicznych – czytamy w opisie wystawy „PRL™”. Eksport architektury i urbanistyki z Polski Ludowej”.

Od piątku, w ramach festiwalu „Warszawa w budowie”, w Muzeum Techniki będzie można poznać efekty tych egzotycznych połączeń. Są wśród nich rzeczy zupełnie niecodzienne, jak np. stworzona w krakowskim Miastoprojekcie koncepcja suku – tradycyjnego targowiska, tyle że tu w nowoczesnej formie, w dodatku wykonanego z dobrze znanych Polakom prefabrykatów. W tym samym biurze, w 1967 roku powstał też Master Plan Bagdadu z dzielnicami rządowymi, które kilka dekad później oglądaliśmy w telewizji w jakże odmiennych okolicznościach.

Głos w sporze o dziedzictwo PRL

- Prezentowane budynki, osiedla, plany miejskie i regionalne, oraz projekty badawcze (…) pokazują rolę Polski Ludowej w sieciach globalnej dystrybucji wiedzy i technologii, które pod koniec zimnej wojny odzwierciedlały mniej konflikt ideologiczny, a bardziej nowy podział pracy charakterystyczny dla świata post-socjalistycznego – przekonuje Łukasz Stanek, kurator wystawy.

Ale z perspektywy dzisiejszej Warszawy wystawa jest też głosem w zupełnie innej sprawie. Pokazuje, że architektura spod znaku „Made in Poland” była na świecie znaną, rozpoznawalną marką. I że nasi architekci, mimo ograniczeń politycznych – może właśnie dzięki nim – tworzyli rzeczy ciekawe, nowatorskie, pozostające w związku z ówczesnymi trendami i kształtującymi je możliwościami technologicznymi. Że inżynierowie znad Wisły w piaskach pustyń rozwiązywali zupełnie nowe problemy techniczne.

Z desek kreślarskich tych samych ludzi schodziły też projekty, które do dziś można oglądać w całej Polsce. Inni – absolwenci tych samych uczelni, pracownicy tych samych biur – zostali tu i tworzyli projekty nie gorsze, choć często mniej spektakularne, potem przez lata nie remontowane, dziś zaniedbane. Nie potrafimy ich docenić. Może spojrzenie z tak egzotycznej perspektywy, jak Ghana czy Syria pomoże nam zrozumieć ich znaczenie?

Imprezy towarzyszące:

Wernisaż wystawy i wprowadzenie odbędzie się w piątek, 15 października, w Muzeum Techniki o godzinie 18. Kuratorem wystawy jest Łukasz Stanek z Instytutu Teorii i Historii Architektury na Uniwersytecie Technicznym ETH w Zurychu.

16 października w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej przy ulicy Pańskiej 3 odbędzie się z kolei sympozjum „Socjalistyczna kompetencja. Postkolonialna urbanizacja i dystrybucja wiedzy w okresie zimnej wojny. Początek o godzinie 18. Prezentacje wygłoszą: Łukasz Stanek, Michelle Provoost (historyczka architektury, kuratorka z Rotterdamu), Tadeusz Barucki (architekt i publicysta) oraz M. Christine Boyer (profesor na Princeton University School of Architecture).

Projekt budynku mieszkalnego w Dubaju, aut. Włodzimierz Kaczmarzyk, 1983 – fot. MSN

Projekt suku (targowiska) z prefabrykatów w Al Yousufija, aut. Danuta Mieszkowska (Miastoprojekt Kraków) – fot. MSN

Pawilon wejściowy Międzynarodowych Targów Handlowych w Akrze (Ghana), aut. Jacek Chyrosz i Stanisław Rymaszewski, 1967 – fot. Jacek Chyrosz

Reklama Centrali Eksportu Kompletnych Obiektów Przemysłowych – fot. MSN

Karol Kobos

Kazuyo zwabiła tłumy

1 komentarz

Sala wypełniona po brzegi na długo przed rozpoczęciem wykładu. Przypuszczalną średnią wieku zebranych oceniłabym na 24 lata. Gwar niespotykany. Dobrze, że byłam długo przed czasem rozpoczęcia wykładu – dzięki temu miałam super miejscówkę: siedzącą, na dywanie, z oparciem o ścianę. Wszyscy chcieli posłuchać, co ma do powiedzenia najsłynniejsza obecnie architektka świata. Kazuyo Sejima otrzymała tegoroczną nagrodę Pritzkera - świętość dla architektów. Można śmiało powiedzieć, że architektura współczesna staje się coraz popularniejsza w Polsce, dlatego by zobaczyć Kazuyo do Hotelu Europejskiego przybyły wczoraj tłumy.

Na podest sali balowej weszła skromna Japonka w czarnej prostej sukience. Mówiła niezbyt głośno, bez zbędnych emocji, po kolei omawiała wybrane projekty architektoniczne pracowni SANAA, w której tworzy. Opowiadała o pracach, w których istotną rolę odgrywa szeroko rozumiana dostępność dla użytkowników. Za jej plecami wyświetlały się projekty muzeum sztuki nowoczesnej w Kanazawie, nowego muzeum na Manhattanie czy w stanie Ohio – wszystkie niepowtarzalne, funkcjonalne, nastawione na potrzeby różnych grup. Architekci mogli czerpać z jej prac inspiracje, a laicy zastanawiali się, jak to jest możliwe, że to się wszystko trzyma. Budynki w całości ze szkła, przestrzenie szczelnie pokryte roślinnością, oglądanie innych osób przebywających na różnych poziomach budynku dzięki transparentnym ścianom, pomieszczenia na bazie figur bez kątów prostych – to jedynie przykłady form, którymi posługuje się Kazuyo.

Magdalena Szaciłło

Relacja na portalu Bryła.pl:

Kazuyo Sejima odwiedziła Warszawę (w Budowie) 
Kazuyo Sejima podczas wtorkowego wykładu w Hotelu Europejskim

fot. Przemysław Pokrycki

  • Kazuyo Sejima podczas wtorkowego wykładu w Hotelu Europejskim
  • Kazuyo Sejima podczas wtorkowego wykładu w Hotelu Europejskim
  • Kazuyo Sejima podczas wtorkowego wykładu w Hotelu Europejskim
  • Kazuyo Sejima podczas wtorkowego wykładu w Hotelu Europejskim
  • Kazuyo Sejima podczas wtorkowego wykładu w Hotelu Europejskim
  • SANAA - Ryue Nishizawa, Kazuyo Sejima
  • SANAA - Ryue Nishizawa, Kazuyo Sejima

Z wizytą do Warszawy przybyła architektka i laureatka Nagrody Pritzkera, Kazuyo Sejima. W Hotelu Europejskim wygłosiła wykład o swojej twórczości. Spotkanie, które miało miejsce 12 października, zorganizowało Muzeum Sztuki Nowoczesnej w ramach festiwalu Warszawa w Budowie II. Sala dosłownie pękała w szwach.

 

 

Współczesna architektura wzbudza coraz większe zainteresowanie, a dowodem tego jest ilość zgromadzonych osób we wtorkowy wieczór. Do Sali Balowej Hotelu Europejskiego przyszło dużo ponad 500 słuchaczy, tyle było miejsc siedzących. Niektórzy stali, inni po turecku siedzieli pod sceną. Wszyscy przyszli tu w jednym celu – posłuchać wykładu najbardziej wpływowej kobiety w świecie architektury - Kazuyo Sejimy . Joanna Mytkowska, Dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, które było organizatorem przyjazdu słynnej architektki do Polski, widząc tylu fanów architektury w jednym miejscu, zapowiedziała, że podczas kolejnej edycji festiwalu Warszawa w Budowie spotykamy się w Sali Kongresowej. 

 

Ubrana w czerń architektka, podobnie jak jej budynki, epatowała skromnością. Z uśmiechem na twarzy przywitała zgromadzonych, frekwencja szczerze ją zdziwiła. Tematem wykładu były minimalistyczne i oszczędne w środkach projekty sygnowane marką SANAA - pracowni, którą w 1995 roku założyła w Tokio wraz ze swoim młodszym wspólnikiem – Ryue Nishizawa. Tegoroczna kuratorka Biennale Architektonicznego w Wenecji oraz laureatka Nagrody Pritzkera, nazywanej architektonicznym Noblem, opowiedziała także o dwu autorskich projektach, które realizuje. Jak sama podkreśliła, zarówno ona jak i jej wspólnik oprócz działalności pod szyldem SANAA, prowadzą także swoje odrębne praktyki.

 

 

W prezentacji ujęły nieprawdopodobne struktury, które Sejima wraz z jej wspólnikiem tworzą ze szkła i betonu. Niekiedy brak w nich jakichkolwiek kolumn, podpór. Betonowa skorupa dachu i przeszklone ściany elewacji sprawiają wrażenie jakby budynki lewitowały w przestrzeni. Ta ulotność i otwartość brył sprawia, że realizacje SANAA w prosty sposób korespondują z otoczeniem, zapraszając ludzi do środka. Transparentność architektury podkreślają także minimalistyczne, spowite bielą wnętrza. Filozofię tę widać szczególnie w zaprezentowanym przez architektkę miejscu spotkań dla studentów Politechniki Lozańskiej - Rolex Learning Center. Jego przeszklona bryła lewituje, wnętrza nie posiadają żadnych przegród, a wejście znajduje się w centrum budynku – taki układ umożliwia łatwy dostęp z wielu różnych punktów miasta.

 

Rolex Learning Center w Lozannie

 

Lozański budynek Sejimy ma sugestywny kształt plastra sera z dziurami. W kontekście szwajcarskiego miasta nasuwa się pytanie, czy to dosłowna inspiracja. – Może niektórzy myślą, że to szwajcarski ser, my jednak nie mieliśmy takiego zamysłu – odpowiedziała Sejima, na pytanie jednego z uczestników wieczoru.

 

 

W projektach Sejimy najważniejsza jest funkcjonalność. Mają one przede wszystkim służyć człowiekowi, a także korespondować z otoczeniem. Pytana o główne inspiracje odpowiedziała, że pomysły przychodzą bez inspiracji, bo projektowanie to proces odkrywania, zgadywania coraz to nowych rozwiązań.

 

 

Sejima, tak jak wielu współczesnych architektów nie ogranicza się w swej praktyce do jednego kraju. Twórczość SANAAjuż wiele lat temu wyszła poza granice Japonii. Obecnie jej projekty powstają na całym świecie. Oprócz rodzimej twórczości (Muzeum XXI wieku w Kanazawie), architektka zaprezentowała więc projekty i realizacje ze Stanów Zjednoczonych (New Museum of Contemporary Art w Nowym Jorku), Szwajcarii (wspomniany wcześniej Rolex Learning Center w Lozannie), Francji (Musée Louvre-Lens projekt we współpracy z Imrey Culbert), czy Wielkiej Brytanii (Serpentine Pavilion w Londynie).

 

aga rumińska


  • RSS