Kto ma dziś prawo do miasta? Biznesmeni, rdzenni warszawiacy, przyjezdni, piesi czy zmotoryzowani? Nad przyszłością demokracji miejskiej w architekturze Warszawy zastanawiali się goście ostatniego z trzech organizowanych przez Res Publikę Nową śniadań: dr Mikołaj Madurewicz z Zakładu Geografii, Turyzmu i Rekreacji UW i Dariusz Bartoszewicz, redaktor Gazety Stołecznej. Dyskusję moderował Kacper Pobłocki, socjolog miasta, wykładowca na UAM w Poznaniu i na Uniwersytecie w Utrechcie.
Bartoszewicz, entuzjasta partycypacji, zauważył, że dzięki tzw. pieniądzom norweskim opinia mieszkańców zaczyna mieć coraz większe znaczenie w kształtowaniu przestrzeni miejskiej. Duże zasługi w tej kwestii przypisał również organizacjom pozarządowym takim jak Forum Rozwoju Warszawy czy Fundacja MaMa.
Nieco inną wizję przyszłości stolicy przedstawił Mikołaj Madurewicz. „Ostatnie 20 lat może prowadzić nas do wniosku, że demokracja nie wychodzi miastu na dobre. Warszawie mógłby się przydać współczesny baron Haussmann, oświecony absolutyzm” – stwierdził; zauważył również, że ponieważ Polacy uczą się demokracji od krótkiego czasu, nie wszystkie zachodnie rozwiązania dają się zaimplementować na rodzimym gruncie.
Uczestnicy dyskusji zastanawiali się, jakie są i powinny być konsultacje. Dlaczego często nie mają one wymiernych efektów? Dlaczego media nierzadko informują tylko o ich wstępnym etapie? Czy konsultacje zamieniają się w walkę między „nami” a „nimi”? A może zamiast pytać mieszkańców o opinię, powinno im się wypłacać gratyfikacje pieniężne za niedogodne dla nich zmiany?

Katarzyna Kaczmarek